Showing posts with label Koty. Show all posts
Showing posts with label Koty. Show all posts

Brak jakiejkolwiek kooperacji

Kacio, zmęczony zapewne upałem, zastrajkował, Stwierdził, że pracy na komputerze dziś nie będzie. On musi sobie poleżeć na specjalistycznej podkładce pod kota marki Intuos, drugą podkładką pod główkę, z budzikiem pod ręką, ups, łapą, by nie przegapić kolejnego posiłku. A ja mogę się udać na podlewanie balkonowego ogródka i szlus.





W ramach przygotowań do wyjazdu... :)

To nie pomyłka :) Potrzebne nam były aktualne zdjęcia do portalu Couch Surfing, na którym mam swój profil i z niego korzystam. Rewelacyjna idea goszczenia u siebie ludzi podróżujących, poznawania nowych zakątków z zupełnie innej perspektywy. Dodam jeszcze, że w sposób oszczędny :) Zamierzamy znaleźć jakieś kontakty couchsurfingowe w Turcji, a zdjęcia miałam przestarzałe. W końcu, po wielu podejściach jak do jeża coś nam się udało dzisiaj zrobić.  Oto efekt :)




















Sądny tydzień i filtr.

Podróżowanie w przestrzeni, a nawet w czasie musiało zejść na plan dalszy (nawet bardzo daleki). Podobnie jest z wszelkim malowaniem. Sądny tydzień bowiem nastał. Wychodzę do pracy rano na ósmą a wracam o osiemnastej dziewiętnastej. I tylko zastanawiam się gdzie tu nogi zarzucić. Ale dziś przyszedł zamówiony przeze mnie filtr do makro. Nie szkodzi, że wróciłam o siódmej po 7 lekcjach, po naradzie i wywiadówce. Musiałam spróbować :) Oto efekt poniżej :) Wszystko na temat "Czy te oczy mogą kłamać??" Jutro znowu powrót wieczorem i pojutrze - może jakoś dożyję do soboty :]














Radość fotografowania i moje koty (tylko dwa, bo trzeci gdzieś spał :) )

Nie było mnie dwa dni - jak to przed świętami, jak się wcześniej blogowało, to później wszystko trzeba było na raz robić. A wieczorem sił już nie starczyło na komputer. Ale mam nadzieję, że dziś troszkę Wam się zrewanżuję za nieobecność i nieodwiedzanie Was (czego bardzo żałuję). Przede wszystkim oficjalnie bardzo dziękuję pewnej Anielskiej Blogerce za cudownego aniołka, sprawił mi ogromną radość, wywołał wzruszenie - nie spodziewałam się :) Wisi tuż przede mną nad monitorem i czuwa, bym i Wam mogła nieść drobinki radości i uśmiechu :) Druga nowina, to bardzo droga (w złotówkach oceniając) nowina. Przyszedł dziś aparat - Canon 550D i parę drobiazgów do niego :) Od paru dni wpadałam to w depresję (bo to szaleństwo, tyle pieniędzy), to w pełne euforii oczekiwanie. W końcu jest!  Nie bez przeszkód, bo wykłócony z kurierem, który za boga nie chciał zaczekać, bym sprawdziła zawartość pudła. Alem uparta kobieta, bo a nóż widelec, coś będzie uszkodzone w transporcie i mi reklamacji nie przyjmą. A facet, że nie bo mu się śpieszy i czekać nie będzie. Wkurzyłam się, że aż mi się ręce trzęsły. Postawiłam na swoim, a sprawdzanie trwało góra 5 minutek. Nic to. Poskładałam body z obiektywem umierając, że coś mogę uszkodzić, naładowałam akumulator i wzięłam się za instrukcję. Na przemian będąc totalnie sfrustrowaną (bo czy ja opanuję to wszystko, milion przycisków, ustawień, które nie dawały mi się ustawiać jak w moim kompakcie, i na przemian ciesząc się z aparatu :) Chyba z przewagą na frustrację. Stąd tak późno siadam do komputera. W międzyczasie zrobiłam zakupy, wymyłam i wypastowałam podłogi, wstawiłam życzenia na stronę szkoły, którą prowadzę i upiekłam browniego :) A teraz zobaczcie moje pierwsze zdjęcia - głównie testowałam na moich dwóch kotach, trzeci przezornie się schował.
 
 Kotki tonkijskie. Grace czyli Grusia.














Havril czyli po prostu Kacio :)









I jeszcze kilka innych :)