Showing posts with label Cornwall. Show all posts
Showing posts with label Cornwall. Show all posts

Mgła...



Jedwabna, otulająca, tworząca kokon, a zarazem kołyskę, powoli oddzielająca cię od świata - mgła... Jak mistyczny całun, jak oddech Boga pochylającego się nad tobą... W niej prawda traci materialny wymiar, staje się iluzją, ułudą. W niej, jak przez wiekowe okno, widzisz to, co przemyka wzdłuż znikomej granicy między rzeczywistością i złudzeniem, między trwaniem i przemijaniem, a za plecami słyszysz skrzypienie drzwi - dźwięk mijającego czasu. I zastanawiasz się, czy w tej mgle nie otwierają się bramy, przejścia, szczeliny między światami, wymiarami, między życiem, a tym co po życiu. I każda pojawiająca się w niej postać zdaje się być przewodnikiem po zaświatach. Marian Wasilewski o swoich przeżyciach "z pogranicza" w czasie śmierci klinicznej, której doznał podczas operacji opowiadał: "Znalazłem się w jakimś miejscu bez tła, otoczony białą mgłą, jakby rozrzedzoną parą wodną. Czułem się lekki i w jakiś sposób szczęśliwy. Szedłem powoli, a mgła się przerzedzała. Byłem przekonany, że za mgłą czeka na mnie coś wspaniałego, ale nie wiedziałem co." Może to nie przypadek, że właśnie we mgle gubimy, ale i odnajdujemy drogę, tracimy, ale i odnajdujemy nadzieję.  Może właśnie w niej jesteśmy najbliżsi śmierci, ale i zmartwychwstania... Wszak ostatnimi słowami Emily Dickinson na łożu śmierci były: "Muszę iść, mgła się podnosi..."




Mgła potrafi skrywać wiele tajemnic...












Wielka Brytania. Land's End czyli jak wygląda koniuszek ziemi :)

Po wylądowaniu w Kornwalii pierwsze swoje kroki skierowałam ucieleśnić moje marzenia i osiągnąć jeden z wytyczonych celów - stanąć na krańcu ziemi. I cóż z tego, że to Kornwalia a nie coś innego, jak jest napisane, że to koniec ziemi to na pewno ten co to pisał - wiedział co pisze. I ja w to wierzę :) Zresztą czy jest ktoś kto wie, gdzie indziej jest taki koniuszek??? Land's End jest najbardziej wysuniętym na zachód krańcem Anglii. Sam klif ma wysokość 60 metrów i był to pierwszy klif kornwalijski, który miałam okazję zobaczyć :)


Do Land's End można dojechać bez problemów autobusem z Penzance. Wokół nie zobaczymy drzew tylko rozległe wrzosowiska, skały i mnóstwo ludzi. Na krańcu cypelka stoi znak, przy którym zrobienie sobie zdjęcia kosztuje jedyne 12 Ł.










I gdyby nie te tłumy (odbywał się właśnie jakiś festyn, pokazy ratownictwa morskiego, armii, zespołów ludowych i czort wie czego jeszcze), byłoby to idealne miejsce do siedzenia sobie tak na brzegu klifu i marzenia, marzenia... Oczywiście na brzegu oznacza w moim wykonaniu dobrych kilka metrów od brzegu :) 










A gdy już się nieco zmęczyłam spacerami po tym krańcu ziemi, kupiłam sobie tradycyjnego cornish pasty (rodzaj dużego, pieczonego pieroga z różnorodnym, najczęściej mięsnym, nadzieniem), które to bardzo lubię i siedząc w słoneczku, zachwycając się okolicą i nie bacząc na tłumy, z apetytem sobie skonsumowałam.






A to już prezentacje zespołów regionalnych.






To z kolei pokazy przyciągające młodszą grupę publiczności


Wielka Brytania. Kornwalia i ciąg dalszy spaceru po rajskim ogrodzie...

Za oknem deszczyk, jeszcze nie ma zieleni, ale już są koncepcje na fotografowanie pierwszej zieleni w deszczu :) Gdy zwiedzałam Eden Project, też lało, było chłodno i dookoła wszystko spowijała mgła. Ale co to dla nas bohaterów. Przede wszystkim sam kompleks szklarni i ogrodów leży wewnątrz wyrobiska, a mgła utrzymywała się na krawędzi tego byłego wyrobiska. Po drugie, myślę, że deszcz to bardzo ciekawa pora do robienia zdjęć, a po trzecie, jak miałam dość wilgoci mogłam wejść sobie na spacerek w strefie śródziemnomorskiej (Mediterranean Biom), w lesie tropikalnym (Rainforest Biom) raczej nie, bo strasznie wilgotno i duszno - tam trzeba chwilkę się osuszyć i wówczas posmakować jak to jest być w dżungli. Można udać się na przekąskę, lub obiad skomponowany z naturalnej żywności, do jednej z wielu restauracyjek. Na lunch wybrałam mój ulubiony Jack Potatoe z białym twarożkiem :) Pycha :) W ogrodach zewnętrznych jest wiele niespodzianek w postaci instalacji, rzeźb, podejrzewam, że części z nich nie zobaczyłam, bo czas miałam ograniczony przejazdem do kolejnej miejscowości. Wybierzcie się tam na cały dzień :) Eden Project, Bodelva, Cornwall :) Swoją drogą zawsze będę żałować, że takie miejsca są tak trudno dostępne dla naszych dzieci...



























Wielka Brytania. Kornwalia. W rajskim ogrodzie, w deszczu...

Po paskudnych pająkach dziś chciałam pokazać coś milszego, po jałowości pustyni, coś bardziej kipiącego życiem. Ale nie obędzie się bez kropelki dziegciu, którą zresztą sami sobie szykujemy. Upiór cywilizacji, który coraz bliżej nas się zakrada. Golem, którego niegdyś ożywiliśmy, a teraz zasilamy. Jego wysoką postać możemy odnaleźć w jednej z alejek Eden Project. Skonstruowany z tego wszystkiego, co wydaje się nam niezbędne i po nas pozostaje w ogromnych ilościach. Ale na pocieszenie, wokół rozłożyły się ogrody i łąki, pełne barw, kwiatów, zieleni, życia i optymizmu. Może jeszcze ni wszystko stracone :)



Pechowo, gdy dotarłam do Eden Project, rozsiąpił się na dobre deszcz, więc jak ekwilibrysta utrzymując broda parasolkę (by ochronić aparat), balansowałam nad kwiatami. Każdego z nich szkoda było nie uwiecznić. A jak człowiek się tak już napatrzył na takie łąki, mógł sobie w sklepiku, na miejscu, kupić gotowe zestawy nasion, albo sadzonek. Bardzo żałowałam, że nie mieszkam na miejscu, bo zapewne trochę tych doniczkowych roślinek oferowanych do sprzedaży, zabrałabym z sobą :)
























Chciałam pokazać jak wyglądał Eden Project jeszcze przed stworzeniem ogrodu, niestety nie znalazłam takiego zdjęcia, będę musiała zeskanować. A tak wygląda z góry.

(źródło zdjęcia: internet)

Znalazłam jeszcze ekspozycję, czy instalację (nie wiem jak to określić), która prezentowana była w Eden Garden w 2008 roku. Coś pięknego! A tu link do większej ilości zdjęć:







(źródło zdjęcia: internet, autor Bruce Munro)