Grenada, ostatni rzut okiem i złośliwość rzeczy martwych.

Przede wszystkim przepraszam, że nie odpisywałam, nie czytałam, nie komentowałam. Mój komputer okazał się złośliwy i zepsuł sobie zintegrowaną kartę sieciową na płycie głównej. Poczułam się jak bez ręki, a raczej jak bez obu rąk. Na szczęście już jest wrzucona nowa karta sieciowa (tu składam wielkie dzięki Mojemu Panu Od Komputera, który pomógł mi choć sam miał urwanie głowy). Niestety, choć w systemie jeszcze mogę pogrzebać, to do wnętrza i bebechów komputerowych mam nabożny szacunek i ruszać jakoś wciąż się obawiam. Najważniejsze, już wszystko gra i bucy :] Mogę więc pokazać Wam ostatnie kilka zdjęć z uliczek Grenady.

W Hiszpanii bardzo podobały mi się okna pełne kwiatów doniczkowych.






Widok na Alhambrę z placu u stóp kościoła Św.Mikołaja, miejsca gdzie za czasów inkwizycji palono czarownice.


Główny meczet Grenady, a zarazem centrum kultury muzułmańskiej. Znajduje się w dzielnicy Albayzin. Udostępniony do zwiedzania. Niestety, nam nie udało się go zwiedzić - trafiłyśmy na sezon remontowy w wielu miejscach. Szkoda.


Ryneczek w zaułkach Albayzinu. Siedziałyśmy sobie na schodkach w cieniu kościółka, jadłyśmy pyszne lody i czułyśmy się jak w innym wymiarze, czasie :)