Głodujący świat i blogerka na zastrzykach

Niestety, jak było do przewidzenia, wycieczka do Wrocławia przy temperaturze -10C nie dała najlepszych rezultatów. Ale i tak nie żałuję, widząc jak zmotywowało to Ines do dalszej walki o tytuł laureata Olimpiady chemicznej. Ja dzielnie poszłam wczoraj do pracy a dziś ponownie do lekarza. Efekt bolesne zastrzyki (trzymajcie kciuki), inne specyfiki, które odarły mnie z następnej kasy. Mówię głosem solidnie praktykującego alkoholika. A gwoździem całego programu ma być moja wizyta u laryngologa. Nie rwę się do wizyty prywatnej - w końcu jestem od dwudziestu paru lat, regularnym płatnikiem ZUS. Poza tym, płacenie za lekarstwo, tracenie wypłaty na L4, wydaje mi się jak na razie wystarczającym wydatkiem. Zresztą  do ginekologa trzeba prywatnie, do zębologa też prywatnie - ileż można???!!!  Postanowiłam więc iść państwowo, na NFZ, do przychodni, a przychodnia znajduje się w szpitalu, szpital natomiast na drugim końcu miasta. Będzie ze trzy kilometry, albo i więcej w linii prostej. Na czym polega atrakcja? Od razu uświadomiły mnie panie pielęgniarki w przychodni rejonowej. Też miały przyjemność - wątpliwą - korzystać. Otóż co dziennie do laryngologa przyjmowanych jest jedynie pacjentów sztuk 8 (słownie: osiem). Owszem jest jeszcze przewidzianych kilku dodatkowych ale na zapisy. Zapisując się dnia dzisiejszego, wizytę mamy zaplanowaną dopiero 29 marca. Żeby dodatkowo urozmaicić szary i nudny żywot chorych, wymyślono, że rejestrować można się jedynie osobiście. Codziennie o godzinie 7.30 rano. Drogi pacjencie, jeśli chcesz skorzystać z usług przychodni laryngologicznej, musisz ustawić się w kolejkę do rejestracji i zdobycia jednego z bezcennych 8 numerków,  najlepiej przed godziną 6 rano. Tu uświadomiła mnie jedna z pan pielęgniarek, że gdy ostatnio przyjechała o 5.40 była już trzecia w kolejce. Wszystko to prawda, zadzwoniłam do rejestracji (rejestracja w celach informacyjnych owszem odbiera telefony) i uzyskałam potwierdzenie (radosnym głosem) powyższej procedury. Ba, miałam niejakie, mgliste wrażenie, że to wręcz atrakcja oglądać ogonek chorych pod okienkiem skoro świt. 
Tak więc kochani, w czwartek (bo jutro choć troszkę chciałabym poleżeć) udam się piechotą, przez ciemne miasteczko na bardzo długi spacer, zapewne przy jeszcze minusowej temperaturze, by przed godziną szóstą zająć miejsce w kolejce. Bądź napotkawszy już przed szpitalem 8 cierpiących nie tylko na schorzenia laryngologiczne, ale również na bezsenność, osób - wrócić spacerkiem do domu i zaplanować kolejny orzeźwiający wypad do naszego szpitala. Od razu zaznaczę, że niniejszy szpital nie jest szpitalem psychiatrycznym, ani takowych oddziałów nie posiada. A szkoda.




A teraz z innej beczki. Jako, że nie zawsze ostatnio mam siłę wstawić parę zdjęć i coś tam nagryzmolić (dziś wyjątek - nie ma to jak dawka adrenaliny po telefonie do laryngologa), postanowiłam zaproponować wam zabawę. Z pożytkiem dla siebie i dla innych. Może znacie, a jak nie to spróbujcie! To coś takiego jak nasz Pajacyk, ale na szerszą skalę. Klikamy i karmimy głodujących na świecie. Przy tym doskonaląc swój język angielski, znajomość matematyki, geografii, chemii i.t.d. 
Wystarczy wejść na stronę Free Rice i wziąć udział w mini teście. Każda pozytywna odpowiedź to 10 ziarenek ryżu dla głodujących na świecie - a faktycznie odrobina pieniążków, by ten ryż zakupić. Jak to mówią - ziarnko do ziarnka i zbierze się miarka.


Fight World Hunger

 Z krainy absurdów -  po tej stronie lustra:
  • Co roku umiera z głodu 15 milionów dzieci
  •  Niedożywienie powoduje 55% z wszystkich zgonów dzieci na świecie - proporcja, jakiej nie osiągnęła żadna choroba zakaźna od czasów zarazy morowej.
  • Ok. 183 milionów dzieciach waży mniej, niż powinny w swoim wieku.
  • Niedożywienie dotyka połowę dzieci poniżej piątego roku życia w Azji południowej i 1/3 dzieci w Afryce subsaharyjskiej.
  • Tylko w r. 1997 w krajach ubogich uratowano życie co najmniej 300 tys. dzieci dzięki programowi uzupełniania witaminy A w pożywieniu.
  • Za cenę jednego pocisku rakietowego szkoła pełna głodnych dzieci mogłaby przez 5 lat wydawać codzienny posiłek południowy.
  • W latach 1990-tych ponad 100 milionów dzieci zmarło z chorób i głodu. Można było temu zapobiec za cenę dziesięciu bombowców Stealth lub za dwudniowe światowe wydatki na cele wojskowe.